Z uniesieniem podniosłam ołówek i z jeszcze większym uniesieniem otarłam jego czubek o biały arkusz papieru. Na opakowaniu tego widma o śnieżnej barwie widniały cztery biały gwiazdki i jedna niebieska, może miały one świadczyć o upodobaniach drużynowych wynalazców arcydzieła, które teraz wykorzystywało mój ołówek tak namiętnie i rozkosznie, ale od zawsze uważałam, ze owe gwiazdki świadczą tylko o stopniu białości papieru. A biały był jak ćwiek w trumnie, oświadczenie takie mogłabym podpisać z czystym sumieniem. I co z tego, że śnieg za oknem, który dawno stopniał, był bielszy? Co z tego, że monitor świeci mi w oczy światłem jeszcze bielszym?
Nic. Bo w tym świecie liczy się tylko złość.
Ja widzę również ironię, której jest trochę za dużo. Czasem żal mi patrzeć na ludzi, którzy nie potrafią mówić wprost.
Ty też nie potrafisz.
Nikt nie jest idealny. Choć należy szukać w każdym dobrych cech, nawet przynależąc do obecnego świata, który wygląda apetycznie jak ciastko z kremem. Wygląda, tylko i wyłącznie, bo ja ciastek z kremem nie lubię. Pobłażliwe spojrzenie kota całkiem mi wystarcza. I to jeszcze powieściowego kota, który wędruje na miękkich łapach tylko w mojej wyobraźni! Co mi tam wiatr, który wdarł się do mojego zakątka, kiedy spojrzałam w mało przejrzyste okno. Świat jest piękny, świat jest piękny, panno Ironio z mojej głowy. I wiesz? Wyrzuciłabym Cię, gdyby nie Twoja błyskotliwość.
Czym byłabyś beze mnie?
Lepszym człowiekiem. Ale nie martw się, na razie zostaniesz ze mną.
Mam ochotę czasem zdjąć te swoje chwalebnie różowe okulary i spojrzeć niektórym w oczy. Bo kłamią i wcale nie nęka ich sumienie; końcu mordercy nie dostrzegają swoich ofiar, jak pająk nie dostrzega piękna motyla. Na moim skromnym niebie co jakiś czas wychyla się zza chmur Słońce, by powiedzieć: Ja jestem przy Tobie. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo mogę na nim polegać. Równocześnie, gdzieś po drugiej stronie mojego horyzontu, na obrzeżach dźwięku waha się Księżyc. Druga strona srebrnego medalu, odbicie w tafli słonej wody.
Zamknęła swoje wspomnienia w szklanej pułapce, w brzęku stłuczonych buteleczek. Jedno po drugim wracały jak sny, piękne sny. Motylimi skrzydłami szeptały w jej oczy, czyniąc je szmaragdowymi jak szeleszcząca między wspomnieniami Miłość. Nie potrafiła zaprzeczyć, pragnęła tego. Pragnęła ich dotyku, ich pocałunków, pragnęła pieszczot, ale bała się Miłości. Odwróciła więc głowę i przyspieszyła, choć słyszała tylko ich barwy, nie widziała już przed sobą niczego oprócz ich dźwięków. Kaskadami żalu obmyły jej smukłe ciało, by dowieść własnej racji. Przegrała z własnym sumieniem i poddała się woli swojego serca, by złapać motyle do butelki i rozkoszować się ich słodką melodią.
Tak samo teraz odwracam głowę i zastanawiam się, czy dalej uciekać. Przed miejscami, które kocham i chcę do nich wracać. Przed ludźmi, którzy również je kochają i tym samym przed ludźmi, którzy udają, że są lepsi. Ja tylko chcę poznać to "jedno miejsce na ziemi, gdzie problemy przestają mieć znaczenie". I kłócę się z własnymi pragnieniami, bo kiedyś miałam wrażenie, że je znalazłam.
W moich marzeniach do snu ułożyłam się w jego ciepłych ramionach
. Wieczornym pocałunkiem odgonił wszystkie zmartwienia i troski, ale nie potrafiłam poddać się marzeniom i do godzin porannych budziłam się z żalem spoglądając na księżyc. Mimowolnie otworzyłam oczy po raz kolejny, by stwierdzić, że prowadzę bardzo szczęśliwe i ustatkowane życie. Dopiero ta kojąca myśl przywołała sny i z uśmiechem wtuliłam się w koszulę mojego męża. Poranek zdruzgotał mój wrażliwy umysł i wyrzucił mnie z przytulnego mieszkania na bijącą chłodem ulicę. I to bynajmniej nie chłodem, który powodował sypiący się z nieba (niepoetycki bo szary od miejskich zanieczyszczeń) puch. Chłód bił od ludzi. Od ich szarych, intensywnie smutnych twarzy. Od ich monotonii. Kawę wypiłam punktualnie o ósmej, bo wtedy szef zawsze wychodził na papierosa. Za jego szerokimi plecami skrycie śmiałam się z jego żałosnej tradycji, chociaż znacznie ułatwiała mi skupienie. Szef to gruba ryba i nie pozwala mi się skoncentrować, plecie głupoty o popularności i o tym, że musimy ją bić. Nie znam go prywatnie, ale to chyba bardzo agresywna osoba. W czasie kawy więc wyobrażałam sobie, że jestem jego żoną. Na pewno musi być puszysta, odrobinę bardziej niż ja, i na pewno nie wie, czym jest proces twórczy. Ponadto nie ma żadnych talentów, tylko uszczęśliwia męża robiąc mu obiady i śniadania. Kolacje szef je w biurze, przy najnowszym wydaniu gazety. Zauważyłam, ze robi wtedy poprawki, ale najzwyczajniej w świecie nigdy ich nie wprowadza. Po co przepraszać czytelników za niepoprawnie napisane w nekrologu nazwisko? Na noc żona na pewno wychodzi do sąsiadki, bo mąż ogląda powtórki meczów. Nie dziwię się im, że nie mają dzieci. Chociaż nie wiem, czy mają?
Nie chcę dorosnąć.
Plotki przeciskały się zwinnie jak jaszczurki przez jej krwistoczerwone usteczka. Zjadliwy uśmieszek żmii nieustannie gościł na jej wąskiej twarzyczce, natomiast zielone oczęta, jak zwykle niewinnie, posyłały przenikliwe spojrzenia w każdą stronę. Obcisła, niekoniecznie ładna, skórzana mini owinęła jej wąską talię jakieś pół, może godzinę temu i wbrew zamiarom słodkiej panienki - wcale nie zamierzała opuścić swojej nosicielki. Nóżka za nóżką na wąskich obcasikach (różowych oczywiście) przebierały w jedną i drugą stronę, bo wokół było tyle przedstawicieli płci męskiej, że prosto iść nie mogły. Co jakiś czas zerkała znad wyjątkowo pustych szkieł (zakupiła same oprawki, nie miała bowiem wady wzroku) i dygała biodrami, zapewne zalotnie, ale nie udało mi się uchwycić tego ujmującego momentu. Z pogardą odwróciła się w czyjąś niestosowną stronę i szepnęła swym - nawet w takich okolicznościach - piskliwym głosem, że rozkwita. W różowym jej do twarzy - sapnęły niebiosa i sala uciszyła się, bowiem para młoda wydała z siebie bąbelki miłości i pogrążyła się na dnie pocałunku. A później tylko udała ironię i utonęła w tłumie. Taki właśnie był jej ślub...
















Comments
--
Yo he estado aqui muchas veces antes y regreso... Y regreso aqui otra vez y comienzo <3
Lepszym człowiekiem. Ale nie martw się, na razie zostaniesz ze mną. << to jest piękne T_____________T
super to jest! fava dostajesz XD
--
~If you talk to yourself, copy this on to your profile~
~If you love someone who doesn't exist put this on your profile~
zostales zgnieciony XD
--
Pink, pink wine goes to my head
Makes me forget that I still need
You, so... Pink, pink wine
You make me feel so fine
You keep me rocking all
of the time. x33
>It's me<
--
Pink, pink wine goes to my head
Makes me forget that I still need
You, so... Pink, pink wine
You make me feel so fine
You keep me rocking all
of the time. x33
>It's me<
--
Miss Rainbow ce misia. o.
[link]
--
Pink, pink wine goes to my head
Makes me forget that I still need
You, so... Pink, pink wine
You make me feel so fine
You keep me rocking all
of the time. x33
>It's me<
--
Pink, pink wine goes to my head
Makes me forget that I still need
You, so... Pink, pink wine
You make me feel so fine
You keep me rocking all
of the time. x33
>It's me<
Previous PageNext Page